W poszukiwaniu Świętego Mikołaja…

Miłych Świąt, a przedtem do poczytania bajka.

W poszukiwaniu Świętego Mikołaja

 

Każdy wie, jak trudno doczekać się Świętego Mikołaja. Czas płynie wtedy powoli i chociaż bez przerwy pytamy mamę „kiedy wreszcie przyjdzie Święty Mikołaj?”, ta chwila ciągle nie nadchodzi. Żeby doczekać się na niego trzeba być naprawdę bardzo dzielnym.

W  Ośrodku panuje ogromne zamieszanie. Tam też dzieciaki rozmyślają o tym, kiedy w końcu przyjdzie Święty Mikołaj?!

Trzej koledzy- Staś, Dawid i Kacper obmyślają co zrobić, żeby przyspieszyć jego przyjście.

- Jak wrócę z przedszkola, od razu położę się spać. Mikołaj przychodzi tylko w nocy, jak będę długo spał będzie miał więcej czasu, żeby przynieść mi prezenty- wymyślił Dawid.

- Eee tam, Święty Mikołaj jest mądry, od razu domyśli się, że coś kombinujesz- odpowiedział Kacper.

- Wiecie co?!- wykrzyknął Staś- skoro Mikołaja tak długo nie ma, może poszlibyśmy go poszukać?! Mama mówiła, że wyruszył już w drogę, bo mieszka bardzo daleko, w Japonii.

- W Laponii, nie w Japonii – wtrącił Dawid.

- No właśnie, w Laponii. Sprawdzimy na mapie, gdzie to jest i wyruszymy na poszukiwania.

Przed obiadem pani pokazywała dzieciom globus. To taka kula, na której zaznaczone są wszystkie kontynenty, a na nich kraje, a wszystko to otoczone głębokimi morzami. Kacper poprosił, żeby pani znalazła na globusie Laponię. Mała, biała plamka, to właśnie stamtąd wyruszył Święty Mikołaj.

Chłopcy chcieli dobrze przygotować się do wyprawy. Często rozmawiali o niej w przedszkolu. Rozmyślali o tym, co zrobią jak już spotkają Świętego Mikołaja.

- Słuchajcie, musimy przygotować dla niego jakiś prezent. Mama zawsze powtarza, że  miło jest dać komuś upominek, a najlepiej zrobić go samemu – powiedział Staś.

- Może damy mu jakąś zabawkę, na przykład taką, którą sami już się nie bawimy- zaproponował Dawid.

- No co ty?!- Mikołaj nie bawi się zabawkami, on jest starszy nawet niż mój dziadek- powiedział Staś.

- To dajmy mu słodycze, każdy lubi żelki.

- To byłoby dobre, ale może lepiej dajmy mu czekoladę?!- zamyślił się Kacper.

- Mikołaj przecież nie jest dzieckiem, a nie wszyscy dorośli lubią słodycze. Mój tata nie lubi, mówi że to babskie jedzenie i że nie ma to jak dobra kiełbasa.

W końcu chłopcy zdecydowali, że każdy z nich narysuje obrazek, który wręczy Świętemu Mikołajowi jak już się spotkają. Postanowili, że zabiorą prowiant na drogę”: 3 batoniki, paczkę pianek i sok Kubuś. Pozostało jeszcze wybrać czas wyruszenia w drogę. Kacperek zaobserwował, że w płocie otaczającym przedszkolny ogród zrobiła się dziura. Przedszkolaki codziennie po śniadaniu wychodziły pobawić się na dworze. Chłopcy ustalili, że właśnie wtedy rozpoczną swoją wędrówkę. Dawid co prawda chciał poczekać do obiadu, bo jest strasznym łakomczuchem, ale koledzy przekonali go, że czym szybciej wyruszą, tym lepiej.

W dniu, kiedy mieli rozpocząć wędrówkę, chłopcy byli bardzo podekscytowani. Żaden z nich nie chciał przyznać, że trochę się boi. Rano mocniej niż zwykle uściskali mamy na pożegnanie, a Kacprowi nawet zachciało się płakać. Śniadanie upłynęło im na oczekiwaniu. Pani musiała kilka razy zwracać im uwagę, żeby grzecznie zachowywali się przy jedzeniu. W pewnym momencie wydawało się nawet, że wyprawa nie dojdzie do skutku. Nagle niebo bardzo się zachmurzyło i już prawie miał zacząć padać śnieg. Pani powiedziała, że dziś nie wyjdą na dwór, ale na szczęście zza chmur wyszło słońce i przedszkolaki zaczęły się ubierać. Potem wszystko poszło zgodnie z planem. Najpierw bawili się w większej grupie, potem oddzielili się od reszty i kiedy pani podeszła na chwilę do dziewczynek, które pokłóciły się o to, która ma być księżniczką,  szybciutko wyszli z ogrodu przez dziurę w płocie.

Wszyscy byli  bardzo zadowoleni i dumni z siebie. Podskakiwali wesoło i wygłupiali się. Kiedy przeszli już kawałek drogi, zorientowali się, że nie wiedzą, gdzie mają iść.

- Brat kiedyś powiedział mi że jak nie wiemy, w którą stronę iść, to trzeba sprawdzić mech na drzewie- odezwał się Staś.

- I co dalej?- zapytał Dawid

- No potem to już nie wiem. Chłopcy podeszli jednak do drzewa i znaleźli na nim coś zielonego, co przypominało mech i poszli w tamtą stronę.

Szli i szli, ale nigdzie nie spotkali Świętego Mikołaja. Szli ruchliwymi ulicami. Na szczęście pani uczyła ich, na jakim świetle można przechodzić na druga stronę, a na którym należy czekać. Od razu na początku zjedli batoniki i pianki i teraz znowu byli głodni. Kacper zgubił po drodze rękawiczkę i zmarzła mu rączka, a Stasiowi bardzo chciało się siusiu. Cały czas rozglądali się w poszukiwaniu Świętego Mikołaja. Dawid zaproponował, żeby go zawołać, ale nic to nie dało, tylko przepłoszyło siedzące na gałęzi wróble. Kacperek zaczął płakać, że chce wracać do domu. Niestety, chłopcy zgubili drogę do przedszkola i chociaż sprawdzali mech na drzewie, każda trasa, którą wybierali okazała się zła. Szli już bardzo długo i nic ciekawego się nie działo, kiedy nagle…po drugiej stronie ulicy zauważyli…Świętego Mikołaja. Miał długą, białą brodę, ciemnoczerwony płaszcz, tylko czapka nie przypominała tej mikołajowej, a worek chyba leżał gdzie indziej. Zamiast sani i reniferów obok Świętego Mikołaja stał ogromny pies.

- Może to renifer, tylko przypomina psa?- wyszeptał zaaferowany Kacper.

Chłopcy postanowili podejść do Świętego Mikołaja. Szybko przeszli na drugą stronę ulicy, ale kiedy już się tam znaleźli, opuściła ich cała odwaga.

- Ty idź.

- Nie ja, ty – przekonywali się wzajemnie.

W końcu Staś, najbardziej odważny z całej trójki, zdecydował się odezwać.

- Dzień dobry panie Święty Mikołaju. Cieszymy się, że wreszcie pana odnaleźliśmy. Mamy dla pana prezenty – chłopcy wyciągnęło namalowane przez siebie obrazki.

- Czy może…ma pan coś dla nas? – nieśmiało wtrącił Dawid.

- Napisaliśmy listy, żeby wiedział pan, jaki prezent chcielibyśmy dostać – powiedział Kacper.

Święty Mikołaj miał coraz bardziej zdziwioną minę. Chłopcy czekali niecierpliwie.

- Piękne rysunki- tubalnym głosem powiedział Święty Mikołaj. Szukacie Świętego Mikołaja…pamiętam, że kiedy byłem chłopcem, też nie mogłem doczekać się jego wizyty.

- To Świętego Mikołaja odwiedzał inny Mikołaj?- wyrwało się Stasiowi.

Święty Mikołaj zamyślił się przez chwilę i odpowiedział.

- Małym dzieciom, nawet przyszłym Świętym Mikołajom, prezenty przynosi prawdziwy Święty Mikołaj. Tak było i w moim przypadku. Najpierw sam otrzymywałem prezenty,  kiedy dorosłem, sam zostałem Świętym Mikołajem. Powiem wam w sekrecie, tylko proszę nie mówcie nikomu, że teraz już nie jestem Świętym Mikołajem.

- Jak to? – wykrzyknęli chłopcy

Zgadza się to, że mam na imię Mikołaj. Kiedyś ciężko pracowałem jako Święty Mikołaj, dostarczałem paczki, wspinałem się na drabiny i wchodziłem przez okna do dzieci. Teraz mam już jednak swoje lata.

- Mikołaj mówi, że jest już bardzo stary – Staś wytłumaczył kolegom, co oznacza to określenie.

- Każdy Mikołaj, w chwili kiedy jest już naprawdę stary, tak jak ja i nie ma już sił dźwigać ciężkiego worka, przestaje przynosić dzieciom prezenty i staje się zwyczajnym dziadkiem. – kontynuował swoją opowieść Mikołaj. Ja także zostawiłem swoje sanie innemu Mikołajowi, zamiast reniferów, które nudziłyby się teraz ze mną, kupiłem sobie psa. Przedstaw się Saba- powiedział. Na te słowa piesek stojący przy nodze swojego pana, przyjaźnie zamerdał ogonem. Dzieci muszą czekać na Świętego Mikołaja w swoich domach, a ona na pewno je tam znajdzie. Za żadne skarby nie można go szukać, bo wtedy pomyli mu się cała trasa i nie dostarczy prezentów tam, gdzie powinien. Czy tego byście chcieli?- zmarszczył brwi

- Nie, nie, pewnie że nie – odpowiedzieli przerażeni chłopcy.

- Hmmm, dobrze, a teraz obiecajcie mi, że już nigdy nie wyjdziecie sami z domu ani z przedszkola, a ja obiecuję wam, że kiedy przyjdzie czas, Święty Mikołaj z pewnością do was przyjdzie. Przekażę mu wasze piękne rysunki, a listy dostał już pewnie wcześniej.

- Obiecujemy Panie Mikołaju- uroczyście przyrzekli chłopcy.
Święty Mikołaj pomógł im odnaleźć drogę do przedszkola, gdzie czekali przestraszeni rodzice i panie. Opowiedział im, co robili chłopcy i poprosił, żeby nie gniewali się na niego.

Rodzice serdecznie podziękowali panu Mikołajowi za odprowadzenie chłopca.

- Do zobaczenia Panie Mikołaju, możemy cię czasem odwiedzić?- zapytał Dawid.

- Jeśli tylko wasi rodzice będą chcieli was przyprowadzić, serdecznie zapraszam. Moja żona, to znaczy pani Mikołajowa piecze pyszne ciasteczka.

Kiedy nadeszła właściwa pora, właściwy Święty Mikołaj wśliznął się przez komin i zostawił im prezenty, o jakich marzyli, a nawet jeszcze więcej, a chłopcy odwiedzali czasem pana Mikołaja i zapraszali go razem z Sabą do Ośrodka.

 

 

 

Napisane przez